In terms of uk replica watches watches, different groups hold different opinions. Some love them, some hate them. I for one, fall under the first category, and from what I can tell, so do the majority of those hurt by the replica bug. Now, like all non-original merchandise, there are great fake replica rolex watches out there but there are atrocious ones as well. In order to know whether an IWC is real or not, you need to identify a few things about the real ones at first. You may already know that there are great differences among Replica Watches Panerai in quality . But that’s the replica world. Some are extremely high in authenticity and quality, while others are… let’s say inferior. Since high-end Rolex replica watches are quite popular recently it is very difficult to distinguish the differences between the real and the Replica handbags , so it becomes necessary to get yourself to know the minor differences between the two categories. In some cases, it is much better to step further and seek for the assistance of a trained professional in determining whether your designer replica handbags is real or not.
Język czatów internetowych jest:
 
Warsztaty korbą kręcone:)

 Instrumenty tradycyjne związane ze wsią i obyczajami prostego ludu odchodzą w coraz głębsze zapomnienie. W epoce wszechobecnej muzyki elektronicznej nawet folkowe przeboje Donatana górujące na listach przebojów nie odwrócą ewolucji tej dziedziny sztuki. Ja również nie należę do pasjonatów ludowych obyczajów. Jednakże gdy przez tablice facebooka przewinęły mi sie trzy informacje zamieszczone w jednym wydarzeniu: "warsztaty", "lira korbowa" i "wstęp wolny" wiedziałem, ze nie mogę tego przegapić.Lira korbowa, urdygurdy, drehleier, zanfona… wszystkie te nazwy określają jeden instrument: urocza skrzynkę zaopatrzoną w korbę, dwa rzędy klawiszy i szereg tajemniczych mechanizmów. 

Produktem wyjściowym tych elementów jest niepowtarzalny dźwięk, który jednych przenosi w czasie, innych fascynuje, zapewne niektórych tez odrzuca. Jest jednak garstka ludzi, których lira korbowa napawa mistycyzmem. Pan Andrzej Staśkiewicz, prowadzący zajęcia, uprzedził nas na samym starcie, ze mamy do czynienia z instrumentem magicznym. Zauroczony od dawna muzyka szwajcarskiej grupy Eluveitie nie byłem zbytnio zaskoczony tym określeniem. Dwie godziny później przekonałem się, że miał absolutną rację.Warsztaty odbyły sie 28 listopada w Domku Pastora na ulicy Krzywe Kolo. Na miejscu pojawiliśmy sie kilka minut przed dziesiąta, a sala wiała pustką. Zaproponowano nam poczęstunek samoobsługowy, na który składały sie kawa, herbata i koszyk jabłek. Moim zdaniem bardzo miły akcent. Wkrótce dołączyło do nas jeszcze kilka osób. Grupa licząca blisko tuzin na początku niemrawo przygrywała na kołatkach i skrzypcach. Pan Andrzej, miły pasjonat muzyki ludowej zajmujący się od dekady wyrabianiem instrumentów zaczął nas wprowadzać w swoją sferę zainteresowań. Mówił o rzeczach niezwiązanych, co prawda, bezpośrednio z lirą korbową. W jego głosie słychać było jednak pasję i szczerą miłość do swego fachu.Kiedy już oswoiliśmy się dotykiem i dźwiękiem dawnych instrumentów nadszedł czas na prezentację. Suche fakty z historii liry korbowej przeplatały się z ciekawostkami i osobistym doświadczeniem pana Staśkiewicza.

 

Po niecałych dwóch godzinach przyszła kolej na osobiste zapoznanie z „magicznym instrumentem”. Zgłosiłem się na ochotnika. Pierwszy kontakt szedł mi dosyć opornie, był jednak bardziej znacznie bardziej intuicyjny od gitary, czy perkusji. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie. Pół godziny później palce same odnalazły swoje miejsca, a spod nich wypłynęła amatorska kompozycja. Ktoś z widowni stwierdził, że musiałem już mieć wcześniej styczność z lirą. Ja jednak po raz pierwszy tego dnia ujrzałem ją na oczy, widocznie instrument mnie polubił, z wzajemnością zresztą. Również niezmiernie się ucieszyłem, gdy po oficjalnym zakończeniu warsztatów zaproponowano możliwość zostania i pobawienia się instrumentem przez jeszcze jedną dłuższą chwilę. Nikt oprócz mnie nie wyraził na to chęci. Tego także nie żałowałem. Kiedy tego samego dnia ułożyłem się do snu, pod moją czaszką rozbrzmiewały brzęczącym echem mistyczne melodie.

Warsztaty w Domku Pastora były wspaniałym rozpoczęciem dnia, głęboko ufam, że nie po raz ostatni miałem doświadczenie z Andrzejem Staśkiewiczem i jego drewnianymi podopiecznymi. Polecam zaglądać co jakiś czas na stronę Domku Pastora, czy Mobilnej Wioski Tematycznej, która współorganizowała całe wydarzenie. Zapewne jeszcze nie raz przygotują dla nas coś, co urozmaici szarą rzeczywistość o szczyptę kultury, nie tylko tej zapomnianej.

Mateusz Bagiński kl.IIA


Dodaj komentarz