Życie jest jednym wielkim kołem Fortuny, którym często obracamy sami, nieświadomie. Są sytuacje, w których czynniki zapewniające sprzyjający los znajdują się w zasięgu naszej ręki. Takimi czynnikami mogą być cierpliwość, wytrwałość oraz chęć i motywacja do pracy nad sobą i jak najbardziej przystępną drogą do swoich celów, które niegdyś sobie obraliśmy. Owych cech nie brakuje z pewnością panu Konradowi Haponikowi, wieloletniemu nauczycielowi wychowania fizycznego w naszej szkole, który zajął drugie miejsce w plebiscycie na najpopularniejszego nauczyciela W-Fu w województwie podlaskim. Jak mawiał Albert Einstein „Kto nie potrafi pytać, nie potrafi żyć”, więc pozwoliłam sobie zabrać chwilkę naszemu laureatowi i zadać mu kilka pytań.

 

-Tytuł, który pan zdobył jest marzeniem wielu nauczycieli wychowania fizycznego. Takie przypieczętowanie wieloletniej egzystencji wuefisty jest czymś, co potrafi wzbudzić w człowieku wiele emocji. No właśnie, jak czuje się zdobywca drugiego miejsca w plebiscycie na najpopularniejszego nauczyciela wychowania fizycznego w województwie podlaskim?

-Niewątpliwie jest to bardzo miłe uczucie. Traktuję to jako docenienie pracy, tego, co robiłem przez 15 lat tak, jak to ujęłaś- egzystencji w tej szkole. Wyniki, myślę, w tak trudnych warunkach, jakie tutaj osiągamy, mówią same za siebie i to, że staramy się razem z kolegami dawać jak najwięcej z siebie zostało docenione przez uczniów.

-Osoba będąca laureatem takiego plebiscytu musi być kimś, kto łączy pracę z pasją. Nie wybrał pan łatwej drogi na szczyt, jak pan myśli, czemu zawdzięcza pan ten sukces?

-Przede wszystkim pasji, która została zaszczepiona przez mojego ojca, który jest trenerem i  wieloletnim nauczycielem wychowania fizycznego . Jego karierę pieczętowały niejednokrotnie osiągnięcia na szczeblu krajowym oraz międzynarodowym. Był zawodnikiem, a także wychował wielu mistrzów Polski i siłą rzeczy takie elementy przechodzą z ojca na syna. Ten gen odziedziczył także mój brat.

-Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a na sukces ma apetyt każdy z nas. Czy był pan nieskromnie nastawiony na smak szczęścia i finał plebiscytu z powodzeniem, czy tytuł, jaki został panu przyznany był zupełnym zaskoczeniem?

-Pierwszy etap, nie tylko według mnie, ale także zdaniem moich kolegów, traktowany był przez wszystkich przede wszystkim jako dobra zabawa, szczerze mówiąc nie było to dla nas czymś istotnym, co w jakiś szczególny sposób wpływałoby na nas. Dopiero wtedy, gdy została wyłoniona pierwsza dziesiątka wszyscy zdali sobie sprawę z tego, że oprócz zabawy zaczyna towarzyszyć nam swoista rywalizacja, która jest właściwie charakterystyczna dla tego zawodu, który uprawiamy. W związku z tym ta konkurencja zaczęła ogrywać swojego rodzaju niepośrednią rolę w tym momencie, kiedy ten plebiscyt trwał. Czy to było zaskoczenie? Z głosów, które do mnie docierały wnioskowałem, że jest duże zainteresowanie, przede wszystkim absolwentów. Era internetu robi swoje, w związku z tym ta informacja szybko się rozeszła, a że mieliśmy dość mocne więzi z absolwentami, pomyślałem, że rzeczywiście mogę liczyć na wysokie miejsce, ale to, czy będzie to drugie, czy pierwsze miejsce, powiem szczerze- było dla mnie tajemnicą.

-Praktyka czyni mistrza, a doświadczenia poszerzają zakres naszej wiedzy. Zdradzi mi pan swoją receptę na sukces?

-Przede wszystkim ważna jest chęć robienia dobrze tego, do czego się jest powołanym. Każdy powinien znać swoje miejsce i czas i czynić swoją powinność z sercem, bez przymusu, bo jak mówi przysłowie- „Z niewolnika nie ma pracownika”, co również odnosi się do tego, co robią nauczyciele wychowania fizycznego. W związku z tym- recepta na sukces? Chęci, chęci i jeszcze raz chęci.

-Czy znalezienie się na liście laureatów plebiscytu na najpopularniejszego nauczyciela wychowania fizycznego zmieniło coś w pana życiu?

-Nie, traktowałem to jako dobrą zabawę i patrzę na ten tytuł jak na docenienie pracy i tylko w tych kategoriach do tego podchodzę.

**

Oprócz oficjalnej rozmowy z panem profesorem Konradem Haponikiem, "Przeciek"  postanowił jeszcze nieco poszperać i dowiedzieć się czegoś więcej na temat prowadzenia dyscyplin sportowych przez naszego najpopularniejszego nauczyciela wychowania fizycznego. W tym celu przeprowadziłyśmy jeszcze jeden wywiad, tym razem z Karoliną Kuleszą i Martą Łubą (kl.Ie), dziewczynami grającymi w szkolnej drużynie koszykówki, których trenowaniem zajmuje się właśnie pan profesor Haponik.

-Jak zareagowałyście na wieść o tym, że Wasz trener został drugim najpopularniejszym nauczycielem wychowania fizycznego w województwie podlaskim?

-Bardzo nas to ucieszyło i wcale nie kryłyśmy swojej radości. Uważamy, że w pełni zasłużył na ten tytuł. Zresztą, nawet, gdyby go nie zdobył, dla nas byłby tym najlepszym. Uczymy się tu dopiero pierwszy rok, jak i pierwszy rok gramy w koszykówkę pod okiem profesora Haponika, ale trzeba przyznać, że zdążyłyśmy się już mocno przywiązać. Dzień bez koszykówki - dniem straconym.

-Właśnie...koszykówka to o niej miałyśmy tu rozmawiać. Z waszych wypowiedzi wnioskuję, że kochacie to, co robicie, a powiadanie tak dobrego trenera jest tutaj czynnikiem sprawiającym, że praca staje się przyjemniejsza. Jaki jest profesor Haponik jako trener?

-Nie da się ukryć, że mocno go cenimy, nie tylko za to, jakim jest trenerem, ale jakim jest człowiekiem. Trener to nie wszystko. Nie może być jedynie maszyną goniącą nas do wygrywania. Musi być też taką dobrą duszą, która zmotywuje nas do działania i sprawi, że wygrana przyjdzie sama, musi być kimś, kto przyczyni się do tego, że ciężka praca i wysiłek staną się przyjemnością. Taki właśnie jest nasz trener. Jeśli chodzi o same treningi, to oczywiste, że dostajemy mocny wycisk, a biegom wahadłowym nie ma końca. Może to wydać się dziwne, ale lubimy czasem dostać takiego kopniaka, no, i nie możemy narzekać potem na brak kondycji. A'propos sukcesów...Jeśli mogłybyśmy jeszcze dodać coś od siebie, to na pewno będą to gratulacje skierowane do profesora Haponika oraz to, że życzymy mu dalszych sukcesów.

Redakcja "Przecieku" dołącza się do życzeń, jak również kieruje je do kochanych czytelników.

 

Ewelina Żukowska, Iga Lasek kl. I e